Odroczona gratyfikacja – podpal okręty

Właśnie stopą dotykasz nagrzanych piasków plaży meksykańskiego wybrzeża. Z lądu docierają pojedyncze odgłosy przyrody. Poza tym mrożąca krew w żyłach grobowa cisza. Za Twoimi plecami morze a przed Tobą imperium najwaleczniekszego ludu Środkowej Ameryki – Inków. Za chwilę kilkuset świetnych żołnierzy podąży Twoimi śladami. Jesteś konkwistadorem, Henranem Cortezem. Wiesz, że Twoja armia, mimo że złożona z najbardziej zmotywowanych i wyszkolonych ludzi nie będzie miała wcale łatwo. To przecież kraina Inków – tysięcy walczenych wojowników.

Przez chwilę zastanawiasz się jak wykrzesać z ludzi pełne poświęcenie i koncentrację na realizacji celu? Ufają Tobie. Traktują Ciebie jako lidera. Jednak czy kiedy poleje się pierwsza krew nadal będą zdeterminowani by walczyć do utraty tchu? Patrzysz przed siebie – widzisz imperium, pełne złota i innych dóbr. Marzysz o nim. Właściwie od dziecka, kiedy jeszcze opowiadano Tobie historie o mitycznym imperium, oddalonym gdzieś tam tysiące kilometrów, marzyłeś o tym by je zdobyć. Patrzysz za siebie – widzisz morze, statki i możliwości odwrotu. Jest jeszcze alternatywa, dwie drogi. Trudna walka związanymi z korzyściami albo ucieczka, powrót do domu i tylko chwilowa radość. Wiesz bowiem, że kiedy wrócisz za jakiś czas pojawią się dręczące Ciebie myśli „dlaczego odpuściłem?”, „mogłem chociaż spróbować?”.

Nadal patrzysz w kierunku morza. A może jednak wrócić? Wsiądziemy na okręt i odpłyniemy? Tyle łatwiejszych celów do realizacji? Morze to droga odwrotu, brak realizacji celu, natychmiastowej nagrody. Ląd to droga walki, imperium Inków, ciężkiej i trudnej pracy ale i osiągniętego celu, odroczonej nagrody. Co wybrać? Która drogę?

Już wiesz. Pod osłoną nocy, kiedy setki żołnierzy śpią na brzegach plaży, Ty z garstką najwierniejszych kamratów podpływacie do okretów i je podpalacie. W chwilę później toną. Na plaży panuje poruszenie. Co się stało? Jak wrócimy do domu? Pozostał tylko jeden kierunek. Nie ma drogi odwrotu. Nie ma wątpliwości, w którym kierunku mamy dalej iść. Koncentrujemy się tylko na zwycięztwie. Tak tłumaczysz żołnierzom swoje działanie. Koniec końców, mimo że przelaliście wiele krwi zwyciężyliście. Podbiliście imprerium Inków.

Stwórz warunki, w których nie będziesz rozdarty między możliwościami – powrót do domu, czy podbój „imperium Inków”. Odroczona gratyfikacja, czy natychmiastowa nagroda? Dla naszego mózgu trudna jest sytuacja, w której droga odwrotu jest tak samo otwarta jak droga do przodu. Nie wie co robić, którą opcję wybrać? W efekcie zamiast koncentrować się na jednej opcji, tak by wykorzystać całą swą energię i potencjał umysł błąka się między dwiema opcjami. „Paląc okręty” zostawiasz sobie tylko jedną drogę. Gdy będziesz miał dzień słabości, poczujesz ból związany z rozszerzaniem strefy komfortu i zaplanujesz już odwrót na „morze, do okrętu” jego tam nie będzie. Jedyne co Tobie pozostanie to iść do przodu i realizować cel.

Palenie okrętów lub mostów to mniej subtelna odmiana opisywanego przeze mnie wcześniej kontraktu Odyseusza. Tam zawierajasz umowę między swoim teraźniejszy „ja” (opanowanym, trzeźwo myślącym) a przyszłym „ja” (tym słabym, kuszonym, emocjonanlnym). Tutaj również podejmujesz decyzję odnośnie swojego przyszłego losu. Różnica polega na tym, że w przypadku palenia okrętów odcinasz drogę ucieczki do pokus lub drogi rezygnacji z realizacji celu.

Kilka przykładów z życia wziętych. Masz problem z oszczędzaniem – nie zabieraj kart kredytowych do sklepów. Nie pomaga? Zniszcz je, podpal jak okręty. Podjadasz w nocy? Kupuj tylko tyle ile potrzebujesz, tak by nie zostało nic na wieczór. Masz problem z internetem? Zrezygnuj z niego w miejscu pracy – zainstaluj oprogramowanie do blokowania, idź pracować w miejsce gdzie go nie ma. Słyszałem też o przypadkach uszkodzeń gniazdek sieciowych w laptopach. Cały czas klikasz kciukiem po telefonie sprawdzając wpisy na facebooku, albo tweeterze? Kup najprostszy telefon bez internetu.

Kilka dni temu, kiedy pisałem ten wpis, słyszę na spotkaniu autorskim z Beatą Sadowską – „Przyszli do mnie z wydawnictwa i zapytali czy w ciągu trzech miesięcy napiszę dla nich książkę. Zgodziłam się! Dopiero później do mnie dotarło co zrobiłam. Ja książka? Ja i książka o bieganiu? Przecież jest tylu świetnych biegaczy na świecie, którzy lepiej znają tą tematykę, są ekspertami”. W chwilę później na tym samym spotkaniu „i tak po trzech miesiącach i dwóch, no może trzech dodatkowych tygodniach zakończyłam nad nią pracę”. Kiedy Beata podjęła decyzję o napisaniu książki spaliła za sobą okręty. Pozostała tylko jedna otwarta droga – realizacja projektu, przelanie swoich doświadczeń biegowych na kartki. W jej głowie początkowo (może później też ale tego nie wiem) pojawiały się wahania jednak podjęcie decyzji o podpisani zobowiązania (spalenie drogi odwrotu) wzmocniło ważność drogi, którą należało podążać. Pozostawiła tylko jeden kierunek. Stworzyła sobie środowisko wspierające ją w koncentracji na celu w przyszłości. Napisała książkę.