Wiosenny detoks – umysłu …

„Opanowanie innych to siła, opanowanie siebie to prawdziwa moc.”

Lao – Tse – półlegendarny chiński filozof, twórca taoizmu

Dowiesz się: warto zrozumieć i przekonać siebie, że nasze pragnienia są uprawnione, ale jeśli przekształcimy je w potrzeby, zamienią się w problemy. Mamy skłonność, do wyobrażania sobie sytuacji idealnych. Te istnieją tylko w naszych umysłach. Gniewamy się, zasmucamy, wściekamy jeśli się nie spełniają. Co z tym zrobić?

Korzyści: radość, rozwój osobisty, efektywność własna

Przybliżony czas czytania: 4 min

 
Czy kiedyś tak bardzo chciałeś, pragnąłeś, dążyłeś ze wszystkich sił by na koniec tego nie osiągnąć? A innym razem odwrotnie. Niewielkim kosztem samo się wydarzyło? Efektywność to nie tylko parcie do przodu, to również umiejętność wrzucenia na luz. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać.

mind_detox

 

Ten co z łatwością OSIĄGA kolejny SUKCES

W zeszłym tygodniu byłem na spotkaniu biznesowym. Człowiek po czterdziestce z wielkim luzem, ale jednocześnie zaangażowaniem opowiadał o swoim nowym projekcie. Realizował swój kolejny pomysł. Ten, już teraz, można by opisać jednym słowem – sukces. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że takich projektów realizuje kilka. Jednocześnie zarządza ogromnym i bardzo trudnym na rynku polskim biznesem. Jakie jest źródło jego sukcesu?

Chwilę po spotkaniu zacząłem się nad tym zastanawiać. Po raz kolejny natrafiłem na kogoś, kto wcale nie musi, a może. Jest ekstremalnie obciążony, a jednak dołożył sobie kolejnych zadań. Na przesuwające się terminy mówi nie ma sprawy, ważne że robimy postęp. A kiedy kończy zadanie cieszy się, że na jego koncie pojawia się kolejny dobry ‚news’.

Co takiego odróżnia go od większości z nas?

Pompujesz ciśnienie – STOISZ W MIEJSCU

W naszym świecie za wiele „musimy”. W każdym razie tak nam się wydaje. Wolimy tkwić w znajomej beznadziei niż w nieznajomej zmianie. Dlatego:

  • „muszę pracować w korporacji by zapewnić bezpieczeństwo rodzinie”,
  • „muszę zrobić coś samodzielnie, bo w przeciwnym razie ktoś inny to spieprzy”,
  • „powinienem być poważany”,
  • „muszę być fachowcem, ekspertem, posiadać kosmiczną wiedzę”,
  • „muszę coś osiągnąć”
  • i na koniec „muszę być szanowany przez innych”.

A i jeszcze jedno, moje ulubione „muszę być zajęty” … najlepiej do granic możliwości. Wtedy jestem produktywny i potrzebny.

Kiedy tak musimy, zamiast iść do przodu, wiele energii poświęcamy na pokazywanie tego jacy jesteśmy cool, albo na ukrywanie to co w nas niby nie pretty. Więc zamiast realizować cele główne, inwestujemy gdzie indziej.

Gdzie? W ochronę swojego dobrego, wymyślonego „ja”. W cele poboczne. Stąd już droga do przeciętnych wyników i wiecznego marudzenia, że wszyscy robią coś fajniejszego, że osiągają sukcesy. A nasze …

życie jest do bani…

albo, że jesteśmy beznadziejni i nie mamy tego czegoś co inni mają np. magicznej mikstury z gumijagód.

Kiedy tak biadolimy, przestajemy doceniać wiele pozytywnych aspektów naszego życia. Bo jakie znaczenie mają psie kupy w porównaniu z naprawdę ważnymi rzeczami na świecie np. z brakiem wody? Za każdym jednak przesadnym cierpieniem emocjonalnym kryje się myśl „dramatyczna”[1]. Jaka?

Większość z nas musi albo nie może. Zjawisko to nazywamy i widzimy w zupełnie inny sposób. Jesteśmy przekonani, że świat funkcjonuje według schematów, których nie da się zmienić bo … wydarzy się katastrofa, przestaniemy być akceptowani, albo po prostu wszystko będzie do chrzanu. Twierdzimy też, że osobiste emocje nie podlegają dyskusji ani kwestionowaniu – „To słuszne bo ja tak czuję”. Często to jakaś historia z domu rodzinnego, gdzie po prostu tak się żyło bo było bezpieczniej, wygodniej, lepiej. Trudno tutaj winić rodziców, środowisko. Tym tropem pewnie moglibyśmy podążać jeszcze dalej, ale zamiast realizować nasze upragnione cele zdobylibyśmy dyplom z antropologii. Czy tego właśnie chcemy?

I tutaj powiem wam jedno – siedzę po drugiej stronie, z jakimś tam doświadczeniem życiowym, zawodowym i nie jedno już widziałem i … wiem, że jest zupełnie inaczej. Mylimy „pragnienia” z „potrzebami” i nie zdajemy sobie sprawy, że każda potrzeba czyni nas bardziej nieszczęśliwymi, nieusatysfakcjonowanymi[1].

Wystarczyłoby tylko zrozumieć i przekonać siebie (a to trudne, jednak możliwe), że nasze pragnienia są uprawnione, ale jeśli przekształcimy je w potrzeby, zamienią się w problemy. Tylko łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić.

Sukces? Naciskaj na pedał gazu – uważaj na hamulec

Dążąc do jakiegoś celu z jednej strony naciskamy na pedał gazu bo realizujemy kolejne zadania. Z drugiej na hamulec bo część energii poświęcamy na teatr życia codziennego tj. ochronę „ja” i zamartwianie się, że COŚ może pójść nie tak i wyjdzie COŚ na jaw. Ta miłość do zamartwiania się jest trochę bezsensowna i szkodliwa. Trzeba się zajmować, nie przejmować. Dlatego najlepszym sposobem rozwiązania problemu jest czerpanie satysfakcji ze swojego działania.

Najlepsze jest to, że większość powinności nakładamy sami na siebie. Wytwarzamy niepotrzebne ciśnienie. Zamiast osiągać rezultaty doświadczamy frustracji. Nie dostrzegamy ograniczeń. Świat powinien funkcjonować w kierunku, który jest zgodny z naszymi wewnętrznymi schematami myślowymi.

Mamy skłonność, do wyobrażania sobie sytuacji idealnych. Te istnieją tylko w naszych umysłach. Gniewamy się, zasmucamy, wściekamy jeśli się nie spełniają – „jak on mógł”, „nie powinien był”, „to niesprawiedliwe” itd. A rzeczy … nie są doskonałe. Świat ma swoje własne prawa, a rzeczywistość nigdy nas nie pyta, jakie mamy plany na kolejny weekend.

A powinności, musy, potrzeby, zakonserwowane gdzieś pod pokrywką naszej świadomości, zautomatyzowane stają się naszą naturą. Zamieniają się w zwyczaj.

Proste rozwiązanie – odpuszczenie …

Na czym polega proces zmiany? Po pierwsze odpuszczenie. Zaakceptowanie, że problemy są naturą. Nie ma idealnych sytuacji, lub jest ich tak niewiele, że nie warto nimi zaprzątać sobie głowy.

Drugim krokiem jest zdanie sobie sprawy, że niedogodności nie są ważne dla szczęścia.

Trzecim skoncentrowanie uwagi na możliwościach, które nadal mamy w naszym zasięgu.

Zamiast musów, tak charakterystycznych dla małych dzieci (bo one wszystko muszą, natychmiast) po prostu preferować. To cecha dorosłych ludzi.

I to jest tak jak z tymi dwoma profesorami – starym i młodym. Idzie młody profesor na wykład, pod pachą laptop, tablet, sterta notatek, map myślowych. Zestresowany przygotowywał się całą noc. Przepełniony myślami – jak to będzie, co powinien jeszcze wiedzieć. Obok niego idzie stary profesor. Zupełnie na luzie. Uśmiechnięty. Nie ma żadnych pomocy naukowych. Po prostu spokój mistrza Zen.
– Jak ja Panu zazdroszczę, że wszystko ma Pan w głowie – mówi młody profesor
– Nie w głowie synu tylko w dupie – odpowiedział stary profesor

Powinności to sprawa mentalna. Program można zmienić. Z muszę na preferuję. Z potrzeb, na pragnienia. Jak? W naszych miastach, jak grzyby po deszczach, powstają kolejne siłownie. Dlaczego zatem podnoszenie kamieni z pól nie jest aż tak bardzo popularne? Możemy korzystać z możliwości umysłu, by móc czerpać korzyść z prawie wszystkiego.

Wpis powstał na podstawie książki Rafaela Santandreu „Twój umysł na detoksie”. Świetna książka, która pomaga zrozumieć w jaki sposób zmienić swoje myślenie o powinnościach i musach.

Materiały źródłowe:

  1. Twój umysł na detoksie. Rafael Santandreu