Wiem, że nic nie wiem …

„Wiem, że nic nie wiem …”

Sokrates

Dowiesz się: Ciekawość, czy wiem wszystko najlepiej? Jestem ekspertem, czy początkującym? Zadawać pytania czy kategorycznie twierdzić i się nie zgadzać? Pozwolić pracownikom szukać odpowiedzi, czy narzucić rozwiązania? Umocnienie w sobie nastawienia na rozwój poprzez zadawanie pytań i poszukiwanie odpowiedzi.

Korzyści: zwiększenie efektywności własnej, maksymalizacja osiągnięć.

Przybliżony czas czytania: 4 minuty

 

Ostatnio zrobiłem przegląd książek. Tylko tych które kupiłem w 2014r. Tak kupiłem, bo z czytaniem jest już znacznie gorzej. A to czasu nie starcza, a to przerabiam kilka na raz (bo wszystkie wydają się być interesujące). W końcu utworzyła się tak duża kolejka, że trudno było mi określić, za którą zabrać się w pierwszej kolejności. No może przesadzam ale wiadomo przecież, że kiedy w sklepie, na półkach, dziesiątki smacznych dżemów sprzedaż spada bo klienci nie wiedzą, który wybrać. Steve Jobs na ten przykład powrócił do swojej firmy i z kilkunastu produktów ofertę ograniczył do kilku po czym biznes Apple rozkwitł. W ten, wydawać by się mogło prosty sposób (jak mawiają świadkowie – wystarczył pisak, kartka papieru i … trochę odwagi), wytyczył punkt koncentracji zarówno dla pracowników jak i dla klientów. Rosyjskie powiedzenie natomiast mówi, że kiedy na raz gonisz kilka królików żadnego nie złapiesz.

Teraz postanowiłem nie wchodzić do księgarni bo kolejne kuszą nie tylko swą okładką, zaokrąglonymi narożnikami, ale przede wszystkim swą zawartością. W każdym razie ta umiejętność (zarządzanie kolejką książek do przeczytania) wymaga ode mnie zmian. Może kiedyś dojdę do spostrzeżeń i napiszę o tym w jaki sposób efektywnie pożerać książki i pamiętać jeszcze co w nich napisane. Ale nie o tym chciałem dzisiaj napisać. Nie o tym, czyli o czym? Kolejne dwa paragrafy też nie będą o tym ale może znajdziecie coś dla siebie.

Trzy tygodnie przerwy od blogu i wpisów. Po pierwsze postanowiłem nastawić się mentalnie i odpowiedzieć na pytanie, w którym kierunku skręcić jeśli chodzi o zawartość wpisów. Z jednej strony pociągają mnie tematy rozwoju osobistego, takie ogólne, by żyło się lepiej, ale z drugiej trochę bardziej ciągnie mnie do czystej specjalizacji – sport, trening mentalny. Zastanawiam się jak to co wiele lat pomagało mi ogarnąć się w biznesie, a pamiętam czasy kiedy szybkość nadchodzących maili była większa niż możliwości odpowiadania na nie, wykorzystać w przekraczaniu swoich sportowych granic. Dlatego trochę będę skręcał w rewiry sportowe ale myślę, że skorzystają na tym wszyscy.

Drugie spostrzeżenie bardzo praktyczne. Codziennie, od kilku miesięcy, pisałem minimum 50 słów. Stworzyłem system, który opisałem w „Genialnym sposobie na osiąganie celów”. I wiecie co? Po kilku dniach odstawienia poczułem, że czegoś mi brakuje. Czego? Pisania! Kiedy wystartowałem ten blog powiedziałem sobie, że nie będzie zrywów typu – artykuł dziennie, albo przez dwa dni. Cel był prosty i minimalistyczny – napisz minimum 50 słów, regularnie, codziennie i będzie dobrze. Jeśli to osiągnę będzie sukces, jeśli przekroczę, będzie wielki sukces. I tak bezstresowo, powoli z rutyny stworzył się nawyk, który pozwala mi regularnie pracować, a mózg, kiedy zrobiłem sobie przerwę, przypominał mi o tym mówiąc „stary pisz bo czegoś brakuje”.

Kiedyś było zupełnie inaczej. Kiedy stawałem przed napisaniem tekstu wydawało mi się, że należy napisać ten od razu, albo co najwyżej w kilka dni. Koncentrowałem się na zadaniu a nie na procesie. Definicja, ta wywołująca panikę, brzmiała – „do napisania artykuł”. Widziałem górę, która już na starcie przerażała. O czym napisać, jak rozpocząć, skąd wziąć materiały, a i gdzie jest słowniczek ortograficzny? Efekt? Osłupienie, otępienie, brak myśli i „jutro będzie pewnie lepiej”. A przecież – jutro może być lepsze tylko wtedy kiedy rozpoczniemy dzisiaj. Teraz jest inaczej. Z „do napisania artykuł” zrobiłem „minimum 50 słów dziennie”. Kto by nie zrealizował takiego celu? Śmiesznie prawda? A kiedy już zacznę realizować ten mini cel często okazuje się, że z 50 słów robią się kolejne. A wtedy osiągam wielki sukces! Co by tutaj nowego zaprogramować? Bieganie? Wykonywanie ćwiczeń fizycznych? A może inny zdrowy nawyk? Mam jedną radę – jeśli zdefiniujesz już ten pierwszy krok, cofnij się o jeden do tyłu. Zacznij jeszcze mniejszym.

Ale … wróćmy do tego o czym dzisiaj chciałem napisać. Zacząłem od książki więc będzie o książce. Kiedy tak oglądałem swoje zbiory zainspirowała mnie jedna. Nie bardzo pamiętam jak wszedłem w jej posiadanie. O niej chcę napisać kilka słów, a właściwie opisać refleksję z nią związaną. Od razu wytłumaczę dlaczego jest inspirująca. Nie przeczytałem jej! Hmmm ciekawe prawda? To książka, której wystarczył mi sam tytuł – „Tylko nic nie wiem” („Only don’t know”)[1].

Kiedyś ktoś powiedział[2] – w głowie eksperta jest tylko kilka możliwości, a w głowie początkującego jest nieskończenie wiele. Ciekawość, czy wiem wszystko najlepiej? Jestem ekspertem, czy początkującym? Zadawać pytania czy kategorycznie twierdzić i się nie zgadzać? Pozwolić pracownikom szukać odpowiedzi, czy narzucić rozwiązania? Słuchać zawodnika i poznawać jego świat czy nakazywać? Robić po swojemu, czy otworzyć się na możliwości? I na koniec … pytający to nie znający odpowiedzi głupek, a twierdzący i prawiący to mądry i doświadczony wyjadacz?

Ponad dwadzieścia lat temu zainspirowała mnie pewna osoba. Kolega, który pozyskiwał wiedzę i kompetencje jak nikt inny. Rozwijał się w tempie nie proporcjonalnym, nie geometrycznym a wykładniczym. Wtedy jakoś trudno mi było nadążyć nie tylko za jego genialnym wręcz rozwojem (z dnia na dzień stawał się wyśmienitym informatykiem choć takiego wykształcenia nie posiadał!) a tym w jaki sposób to robił. Co stanowiło o jego sukcesie i szybkim rozwoju?

Odpowiedź była prosta. Zadawał mnóstwo pytań. Jak małe dziecko. Niekiedy, swoimi „wątpliwościami”, wprowadzał w stan, o którym coachowie marzą. Dochodziło się do „ściany” i poczucia braku informacji w pamięci długotrwałej. I nie był to problem z wyciągnięciem danych a po prostu z ich brakiem. Po tym nadchodziła konieczność, jeśli się chciało, poszukiwania odpowiedzi. Było to jednak inspirujące i prowadziło do rozwoju – zarówno pytającego (ten szukał dalej) oraz odpowiadającego (ten szukał dla siebie).

Wydawało się, że kolega „NIC NIE WIEDZIAŁ”. A nawet jak wiedział pytał tak jakby „NIE WIEDZIAŁ”. Był jak dziecko, które o wszystko pyta „dlaczego, dlaczego, dlaczego”. Ciekawość świata sprawiała, że w zaskakującym tempie pozyskiwał wiedzę. Zamiast stawiać tezy, zadawał pytania. Wyzbył się poczucia wstydu związanego z tzw. „co pomyślą inni jak o to zapytam”, „pewnie wszyscy znają odpowiedź”, „głupie pytanie”, „jak w ogóle można o to pytać”. W ten sposób rozwijał siebie. Później, kiedy bardzo szybko stał się liderem w wielkiej międzynarodowej firmie swoimi pytaniami sprawiał, że wokół niego rozkwitali inni. Pozwalał im myśleć, szukać odpowiedzi, rozwiązań.

Suzuki w swojej książce[2] pisze o tym, że jeśli coś wykonujemy po raz pierwszy możemy robić to nawet bardzo dobrze. Lecz co się stanie, jeśli tą samą czynność wykonamy dwa, trzy, cztery lub więcej razy? Z łatwością możemy utracić pierwotne do niej nastawienie (ciekawość dziecka, stan początkującego). Przez jakiś czas będziemy utrzymywać umysł początkującego. Jeśli jednak kontynuujemy praktykę przez rok, dwa, trzy lub więcej lat, to chociaż może się ona rozwinąć, będziemy narażeni na utratę pierwotnego umysłu, który ma tak wielkie znaczenie dla rozwoju. Dlatego tak bardzo fascynują nas „dziwne” wypowiedzi mistrzów np. Małysza. Mówimy skromny, jeszcze nie pokręciło mu się w głowie, palma nie odbiła itd. To paradoks – umysł mistrza, z pierwotnym instynktem początkującego.

Wikipedia: Podejście Sokratesa do własnej wiedzy i przekonań streszcza przypisywane mu zdanie „Wiem, że nic nie wiem” (gr. oida ouden eidos znane również z zapisu łacińskiego scio me nihil scire lub scio me nescire). Sokrates deklarował tym samym, że jest jedynie miłośnikiem mądrości (filozofem) i poszukiwaczem prawdy, i sam nie dysponuje wiedzą, której mógłby nauczać. Tym samym odróżniał się od sofistów, którzy uważali się (zdaniem Sokratesa bezpodstawnie) za znających prawdę i oferowali jej nauczanie.

„Tylko nic nie wiem” – na wszystko znać odpowiedź? Czy otworzyć się na nowe możliwości, wyjść poza własne ograniczenia, swój świat? Rozwijać siebie i innych – to kwestia umiejętności poszukiwania i zadawania pytań a nie tylko udzielania odpowiedzi. Zamiast „ja uważam” niech będzie „co myślisz na ten temat?”.

Materiały źródłowe:

  1. Only Don’t Know: Selected Teaching Letters of Zen Master Seung Sahn. Seung Sahn
  2. Umysł zen, umysł początkującego. Shunryu Suzuki
Autor wpisu: Autor: Remigiusz Kinas, coach ICF/ACC (specjalizacja – coaching efektywności), wieloletni manager, student Psychologii w Sporcie Pozytywnym (SWPS). Pracuje ze sportowcami oraz liderami. Pasjonują go tematy związane z optymalnym funkcjonowaniem, metodami wprowadzania trwałych zmian, zdrowych nawyków, strategiami motywacji, samokontroli, silnej woli. Aktywnie uprawiający biegi długodystansowe. Prowadzi swój blog o efektywnych strategiach w rozwoju osobistym – pozagranice.pl.